Przeskocz do treści

Ostatnie teksty

Stefan Papp - Moje poranne filozofowanie, 8 stycznia, 2018 rok
W życiu zaufanie i prawda wzajemnie się dopełniają: ufam komuś, bo jest prawdziwie godny zaufania, albo: uznając coś za prawdę – ufam w jej prawdziwość. Ufność jest wiarą, że można na kimś polegać. Istotą prawdy jest zgodność słów z rzeczywistością. Czy to znaczy, że należy chronić także złe tajemnice i akceptować fałszywe prawdy?
Czy wobec tego – zaufanie i prawda są pojęciami relatywnymi?
Pewnie każdy zgodzi się, że zaufanie jest podstawą stosunków międzyludzkich: współżycia, współpracy, współrządzenia. Pewnie też niejednemu zdarza się zawieść czyjegoś zaufania. Niektórzy czynią to z premedytacji: dla swojej korzyści, inni z konieczności, kiedy wymaga tego wyższa racja. Nadużycie czyjegoś zaufania może więc kogoś skrzywdzić, albo komuś uratować życie.

Podobnie bywa z prawdą, dlatego każdą prawdę trzeba sprawdzać na prawdziwość, za nim się ją przyjmie jako swoją prawdę. Podczas wojny, pewien ksiądz okłamał Niemców, oświadczając, że nie ukrywa Żydów. Tłumaczył swoją postawę tym, że nie każdy ma prawo do poznania prawdy. Ukrywanych Żydów i księdza, któremu zaufali – uratowało życie zaufanie Niemców, że duchowny z powodów religijnych nie może kłamać. Ale czy ksiądz naprawdę kłamał?
Zapamiętałem to zdarzenie (z relacji księdza opublikowanej w Tygodniku Powszechnym) ze względu na stwierdzenie, że nie każdy ma prawo do poznania prawdy. Bo to znaczy, że – podobnie, jak trzeba być godnym zaufania, trzeba także być godnym poznania prawdy. Po pierwsze – ksiądz nie kłamał: w tej konkretnej sytuacji prawdziwą prawdą była konieczność ratowanie życia, a nie przyznanie się księdza, że ukrywa Żydów.
Po drugie – ksiądz był godny zaufania, ponieważ potrafił rozróżniać, co jest dobrem, a co jest złem. Po trzecie – prawo do prawdy ma tylko ten, kto nie wykorzysta jej przeciwko tej prawdzie.
Zupełnie inaczej trzeba rozpatrywać relatywność zaufania i prawdy w życiu politycznym, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone – zawsze w imię powszechnego dobra. Polem intensywnego nadużywania zaufania i prawdy są zwłaszcza kampanie wyborcze. Dlatego dziwię się wyborcom, że z taką niezachwianą ufnością oczekują od polityków niewiarygodnych, ale szczodrych obietnic. Przecież wiadomo, że każdy polityk – pragnąc zdobyć poparcie wyborców – będzie im mówił to, czego chcą usłyszeć.

Po pierwsze – naturalnym porządkiem walki o mandaty jest zasada, że każda strona mówi o sobie: dlaczego namawia wyborców, by na nią głosowali – dlaczego prosi o ich zaufanie. Po drugie – normalną postawą polityków godnych zaufania, jest słuchanie, co wyborcy mają im do powiedzenia, bo po to wybierają swoich przedstawicieli, by zrealizowali ich postulaty – taka jest prawda prawdziwych wyborów. Po trzecie – polityka, który sugestywnie opowiada, jak jego partia chce wyborcom urządzić ich państwo – należy skutecznie wygwizdać.
W obecnej sytuacji – godna politycznego zaufania może być tylko taka opozycja, która przekona obywateli, że zamierza i jest zdolna uporządkować moralny, prawny i gospodarczy chaos, ponaprawiać okrutnie psute państwo, scalić skłócone społeczeństwo i odbudować godne Polski stosunki międzynarodowe. Taką polityczną prawdę chcą i mają prawo usłyszeć od opozycji obywatele, którzy z determinacją masowo protestują przeciwko wyobcowanym, niegodnym zaufania i pozbawionym szacunku dla prawdy – rządzącym politykom.