Stefan Papp: O fenomenie życia…

…można rozmyślać i rozprawiać bez końca. Nie wiem jak powstało życie w ogóle, ani czemu i po co zaistniał człowiek – jako najbardziej skomplikowane i sprawne ukoronowanie niewyobrażalnie mnogich form życia we Wszechświecie. Bo nie ma żadnych racjonalnych podstaw, by zakładać, że życie jest właściwością wyłącznie Planety Ziemia. Jest to zakłamujący świadomość wymysł twórców kreacyjnych wierzeń. Nie ma także żadnych powodów, by przyjmować, że życie na innych planetach przejawia się odmiennie od życia ziemskiego. Bo dlaczego i po co – skoro tak niewyobrażalnie wspaniale rozwija się na Ziemi. To – z kolei – jest sztampą myślową i wyobrażeniową dewiacją autorów głupich bzdur SF oraz amatorów horroru i fantazjowej makabry. Pomyśleć, jak doskonale funkcjonalnie zbudowana jest każda forma życia na Ziemi: od ukształtowania i usposobienia – do kontrolowanej samoorganizacji mnogich zróżnicowanych procesów życiowych… 

Mieszkańcy Ziemi

Od początków ludzkiego świata człowiek traktuje zwierzęta przedmiotowo, jako pokarm, albo siłę roboczą, pozbawionych jakichkolwiek praw do własnego losu i osobistego życia. To wygląda tak, jakby wymyślone przez człowieka inteligentne maszyny zaczęły zabijać ludzi, ze względu na niedające się sztucznie odtworzyć cenne właściwości ogromnie skomplikowanej konstrukcji ich mózgów.

Z informacji medialnych dowiadujemy się coraz częściej, jak okrutnym cierpieniom poddają barbarzyńcy swoje zwierzęta domowe, leśne czy bezdomne psy i koty, błąkające się na ulicach miast. Stan ten jest totalną kompromitacją godności człowieka w XXI wieku – jako atawistyczna dzikość. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak pracownicy rzeźni mogą obrabiać jeszcze żywe bydlęta? Widziałem ten makabryczny film z ukrytej kamery w telewizji. Są to właśnie negatywne skutki moralne ideologicznego przekonania, że zwierzęta nie czują i nie myślą. Inną wersją ogłupienia są zażarte walki nawiedzonych przeciwników GMO – z nieuchronną koniecznością przystosowania produkcji żywności do zdrowego nakarmienia (na razie) ośmiu miliardów ludzi…

Wobec katastrofalnego dla środowiska i barbarzyńskiego dla zwierząt wzrostu produkcji przemysłu hodowlanego, już od dawna trwają eksperymenty z produkcją sztucznego mięsa, przystosowanego do spożycia przez ludzi, a pozbawionego wartości potrzebnych tylko zwierzętom mięsożernym. Należę do tych, którym nie wolno pić mleka, ponieważ zawiera ono sporo wartości odżywczych, potrzebnych tylko cielakom. Znaczącą, choć naiwną reakcją na okrutny los zwierząt, stała się coraz popularniejsza moda na niespożywanie produktów zwierzęcych. Nie jest to dobry sposób na rozwiązanie kwestii ochrony zwierząt, ponieważ nie wynaleziono jeszcze produktów zastępczych, potrzebnych człowiekowi w normalnym pełnowartościowym procesie wyżywienia. Ale jest to początek zmiany postawy wobec zwierząt.

Z chwilą, kiedy nauka uzyska biotechnologię, umożliwiającą masową produkcję sztucznego mięsa i przystosowanego dla ludzkiego organizmu mleka etc. – dokona się w dziedzinie wyżywienia ludzkości historyczna zmiana cywilizacyjna: zwierzęta przestaną być ludziom potrzebne do wyżywienia. Wyrazem kulturowym tych przemian stanie się – równie historyczna – refleksja nad zmianą stosunku człowieka do zwierząt i do przyrody w ogóle. Będzie to jakościowa zmiana świadomościowa, dotycząca uznania zwierząt, jako równoprawnych z ludzkością mieszkańców Planety Ziemia. Zamiast panować nad przyrodą, człowiek będzie ją traktował z szacunkiem i troską – jako środowiskowego partnera ludzkiego świata. Na pytanie, dokąd zmierza postęp, jest tylko jedna racjonalna odpowiedź: do komplementarnego współistnienia rodu ludzkiego i przyrody. Skończą się pozbawione wyobraźni i dobrej woli próżne dysputy klimatyczne i daremne walki z zabójczym smogiem. Tym nieuchronnym przemianom muszą wyjść naprzeciw nauka i dysponenci finansów: trzeba pilnie rozpocząć nowe specjalistyczne badania zjawisk przyrody, pod względem jej życiowych aspektów. Zamiast bawić się w absurdalne uczenie małp ludzkiej mowy czy eksperymentalne klonowania owiec – trzeba wreszcie zrozumieć, że współczesna ludzkość nie musi i nie powinna odżywiać się jak zwierzęta, ani je hodować i zabijać.

Aspekty życia

Cechą najważniejszą każdej formy życia jest przystosowanie żywej istoty do warunków jej egzystencji w naturalnym lub sztucznie utworzonym środowisku. To dopasowanie bywa najczęściej zakłócane przez człowieka, ingerującego w przyrodnicze środowisko życia fauny i flory egoistyczną gospodarką rabunkową dobrami Ziemi. Obok przeskalowanej hodowli, ogromne szkody wyrządzają przyrodzie przemysł wydobywczy i masowe kłusownictwo (np. w Afryce). To drapieżne eksploatowanie bogactw Ziemi jest kolejną obrazą inteligencji człowieczeństwa. Relacje między człowiekiem a zwierzęciem zatrzymały się na etapie barbarzyńskiej walki o byt, która określała prawo człowieka do niczym nieograniczonego wykorzystywania przyrodniczych form życia do wyżywienia, a zielonych terenów do zagospodarowania dla stale rosnącej populacji ludzkości. Szczytem głupoty i bezwstydnego chciejstwa jest wycinanie lasów pierwotnych – zielonych płuc Ziemi.

Z drugiej strony – ludzkość podglądając przyrodę, wykorzystała wiedzę o ptakach, by stworzyć latające środki komunikacji, ale także samoloty do transportu broni masowej zagłady ludzi i przyrody; zaś wiedzę o stworzeniach żyjących w wodach, do budowy łodzi, statków, ale także okrętów podwodnych, rakiet i torped. Tylko wozy, kolej i samochody wymyślono – po odkryciu koła – z powodu gwałtownie rosnących w skali globalnej potrzeb komunikacyjnych. Mimo postępu, ludzie w dalszym ciągu korzystają z koni, wielbłądów, słoni, wołów i osłów w lokalnej komunikacji lądowej oraz w małorolnej gospodarce. Poczucie elementarnej sprawiedliwości zakłada, że jeżeli zwierzęta są wykorzystywane do pracy dla człowieka, powinny mieć prawnie zabezpieczoną emeryturę i opiekę na starość. To nie jest kwestia świadomości zwierząt, ale kultury duchowej człowieka…

Nowy charakter partnerskich relacji miedzy inteligentnym człowiekiem a dzikim zwierzęciem, wymaga nie tylko przeobrażeń świadomościowych – uznania i szanowania praw natury, ale także jakościowo nowego postępu wiedzy o życiu fauny i flory: zrozumienia psychicznych właściwości – aspektów mentalnych i instynktowych ich życia i sposobu bycia, przeżywania, ekspresji i komunikowania się zwierząt między sobą. Nie warto spierać się o to, czy psy myślą i czują, trzeba pilnie zająć się badaniem CO czują i myślą oraz JAK wyrażają swoje potrzeby, odczucia i myśli.

Niedługo, kiedy zwierzę przestanie być żywym kotletem, a las – głównie dostawcą drewna – pojawi się potrzeba poznania języków stworzeń przyrody, jako partnerów ludzkości. To uwolnienie człowieka od barbarzyńskiej tradycji samozwańczego panowania nad przyrodą, stanie się punktem zwrotnym w ewolucji rodu ludzkiego. Kiedy zaczną obowiązywać standardy szacunku wobec fauny i flory – rozpowszechni się autentyczna fascynacja fenomenem życia – jego doskonałością. Można mieć nadzieję, że wyrazem tego kultu życia, stanie się także nienaruszalność życia człowieka i skończą się te okrutne nieludzkie wojny.

Z prostej obserwacji wynika, że porozumiewanie się fauny i flory odbywa się przy pomocy powszechnego emocjonalnego języka. Kwiaty porozumiewają się barwami, zapachami, kształtami – to są emocjonalne bodźce. Ta naturalna – uniwersalna mowa polega na tym, że jest tym, o czym mówi. Podobnie dzieje się w sztuce: dzieło jest tym, co przedstawia. Sztuka odpowiada na pytanie JAK, a nie CO – nie ma artystycznych tematów. Dlatego odgrywa tak ważną rolę w społecznym obiegu idei, przez jej unaocznianie. Jeżeli opowiadam komuś, jak widziałem pewien zachód słońca, mój rozmówca przypomina sobie swoje oglądy zachodów, by mnie zrozumieć. To znaczy, że przywołuje w pamięci swoje doświadczenie z zachodem słońca. Natomiast, jeśli swoje wrażenie namaluję – każdy może zobaczyć, jak ja widziałem zachód słońca.

Emocjonalny charakter komunikacji zwierząt pozwala im w sposób najbardziej zrozumiały i precyzyjny wzajemnie się komunikować – informować. Pomyśleć, że kwiaty nie są dla samego piękna – tak piękne, tylko swoimi właściwościami przyciągają różne owady, zainteresowane ich pyłkami, aby je zapłodniły. Przy tym, perfidia niektórych roślin idzie tak daleko, że wabią owady po to, aby je pożreć. Na ogół ludzie nie wiele wiedzą o tej wabiącej funkcji kwiatów, np. jakie znaczenia mają barwy czy zapachy i dla kogo: które odstraszają, a które zapraszają? Sensem istnienia tak różnych gatunków drzew nie jest tylko dostarczanie ludziom budulca, opału, owoców, ozdoby w ogródku przydomowym, cienia w lecie etc. lecz służenie także ptakom, małpom, wiewiórkom, owadom – jako schronienie, często wraz z wyżywieniem. Co wiemy o radościach i smutkach drzew? Czy naprawdę są one niemową? Sam sobie wytłumaczyłem, dlaczego lasy mają lukowe ukształtowanie: ponieważ im drzewa rosną głębiej w lesie – tym są wyższe, by załapać się na słoneczne promienie. Moim studentom zwracałem uwagę na podobieństwo łukowatej zabudowy osadniczej do lasu, kiedy najwyższe budynki (np. kościół) występują w centrum, a wysokość zabudowy obniża się i rozrzedza w kierunku przedmieść i otuliny.

Znaczenia języków fauny i flory są tajemnicą dla ludzi ignorujących wspaniałe osobliwości przyrody. Doskonale je rozumiał św. Franciszek! Na ogół ludziom wystarcza identyfikacyjna funkcja zwierzęcych wyglądów i odgłosów. Na lekcjach biologii uczymy się o budowie różnych zwierząt i roślin – z pominięciem kwestii ich cech psychicznych. Jednocześnie – z empatią przyglądamy się ich urodzie i przysłuchujemy się ich odgłosom w Zoo czy w cyrku, które są barbarzyńskim sposobem koegzystencji zwierząt i ludzi. Również atawistyczne wykorzystywanie zwierzęcej skóry, futer i kości (słoniowej) jest kontynuacją nieludzkiej tradycji hodowania i zabijania zwierząt dla zdobywania ich cennych części ciała. Okazało się, że zwierzęce skóry czy futra można z sukcesem zastąpić sztucznymi materiałami. Trudno być dumnym – akceptować i identyfikować się z taką ludzkością.

Właściciele psów, kotów, ozdobnych ptaków i rybek – imputują swoim pupilom własne domysły na temat ich przeżyć i zachowań. Te jednostronne rozmowy z domowymi zwierzętami świadczą o tym, że człowiek potrzebuje takiej rodzinnej zażyłości, ale brak nam wiedzy, umiejętności rozumienia swoich wiernych przyjaciół i mówienia do nich w ich pojęciowej konwencji. Nasz dom i ogródek tonie w zieleni i kwiatach, do których moja żona ciągle coś mówi, w sposób wyraźnie emocjonalny. Dlatego tak wspaniale się rozwijają. Fakt, że otaczamy się żywymi istotami daje nam świadomościową satysfakcję życia w scalonym świecie wzajemnego dopełniania się człowieka i wspaniałych zjawisk przyrody. Nawiasem mówiąc: moja żona gada także do pralki – oswajając to techniczne urządzenie.

Człowiek nadaje wszystkiemu nazwy i myśli słowami – a zwierzę? Psy i koty zapamiętują sytuacje i emocjonalne brzmienie pewnych – rozkazowych, porządkowych czy pochlebnych – słów, wiążąc je z osobą, która je wypowiedziała i z konkretnymi okolicznościami, np. pora obiadowa. Zwierzęta mówią ciałem, ruchem i odgłosami, a także oczami. W tej zwierzęcej komunikacji wizualnej sporą rolę odgrywa ogon. Próbowałem sobie wyobrazić, jak i kiedy machałbym ogonem i bez trudu uświadomiłem sobie te powody…

Obserwacje i doświadczenia

Pies widzi oczyma i słyszy uszami, ale poznaje i rozumie doskonałym węchem, zapamiętując zapachy. Zwierzęta postrzegają rzeczywistość inaczej niż człowiek: oznaczają swoje terytorium i stale na spacerze sprawdzają węchem ślady moczu innych psów, niekiedy nakładają na te ślady swój ślad. Przestrzeń życia w ludzkim świecie jest dla nich pełna bodźców i informacji. Nie wiem, czemu na niektóre obce psy warczą, albo szczekają, na inne nie reagują. Nie rozumiem, dlaczego jedne spotkane psy tolerują, a do innych czują awersję. Kiedy psy, prowadzone na smyczy, czy goniące za płotami domów, szczekają na idące ulicą pieski – to jedne z nich tylko przyśpieszają kroki, udając, że ich to nie obchodzi, inne zaś wściekle reagują. Obserwacje psów na spacerze skłaniają do refleksji o zróżnicowanych stosunkach między-zwierzęcych. Nie wiem też, czemu (chyba) wszystkie psy są wrogo nastawione wobec kotów, zwłaszcza, kiedy schowane pod autem kpią sobie z psów, które szczekając zajadle, chcą ich przepędzić ze swojej ulicy. Też nie lubię, kiedy ktoś ze mnie kpi…

Dla psów otoczenie jest pełne bodźców i akcji, na które uczą się reagować wedle swojego usposobienia. W domowym porządku nie powinno się ciągle coś zmieniać, bo zakłóca to orientację zwierząt i ich poczucie pewności siebie. 

Mieszkamy z psami już prawie pięćdziesiąt lat – teraz mamy trzy suczki. Zaskakuje nas i nam imponuje doświadczenie, że każdy pies jest inny! Każdy ma swoją niepowtarzalną osobowość, swoje zwyczaje i nawyki. I to ma być ta nieczująca i niemyśląca zwierzyna?

pastedGraphic.png pastedGraphic_1.png

Neska, Sabra i Rita. Aż chce się zapytać: Czy te oczy mogą kłamać? Nie, bo psy nie kłamią. Kiedy wyrządzą szkodę, wstydzą się i po swojemu przepraszają.

Dzięki naszym psom przekonaliśmy się, że zwierzęta czują i myślą, że są inteligentne. Nie wiem, skąd wzięło się to fałszywe, deprymujące zwierzęta przekonanie wielu ludzi, że psy są mentalnie prymitywne? Na Wschodzie wręcz służą ludziom jako największa obelga. Raz zapytałem chłoporobotnika przy budowie, czemu rzucił w psa kamieniem? To tylko pies. odpowiedział. To żywe stworzenie, a pan jest tylko bezdusznym człowiekiem

Naszym pierwszym psem był Atos, rasy Bokser, z trochę dłuższą dolną szczęką, wzięty ze schroniska. Uznaliśmy, że to nie my wybieramy psa, lecz że pies wybiera sobie opiekuna. Atos na nasz widok, nie szczekał natarczywie, jak inne psy w klatce, tylko podszedł do kraty z opuszczoną głową i położył się przy nas. Sprawa była załatwiona. Niestety, Atos był tak przejęty i wzruszony, że dostał rozwolnienie i nie mogliśmy jechać do domu autobusem. Zrozumieliśmy, że mamy psa wrażliwego i samoświadomego. 

pastedGraphic_3.png

Atos, to był ktoś!

Kiedy urodził się Artur, Atos zamieszkał w mojej pobliskiej pracowni, gdzie przebywał ze mną do wieczora. Raz wziąłem go jednak do mieszkania i kazałem leżeć na jego miejscu w korytarzu pod wieszakiem. Poszliśmy z żoną do łazienki, zostawiając uchylone drzwi. Po chwili, Atos na zgiętych nogach wślizgnął się do pokoju i podczołgał do łóżeczka z Arturem. Chwilę go oglądał i obwąchiwał, oblizał jego rączkę, po czym czołgając się na zgiętych łapkach, wrócił do przedpokoju. 

Jako początkujący miłośnicy psów, nabraliśmy respektu dla tych wyjątkowych przyjaciół człowieka. Po zachorowaniu Atosa na obszernego raka, musieliśmy go – ze względu na jego straszne cierpienia, uśpić. Był psem najinteligentniejszym i najwierniejszym ze wszystkich naszych sześciu psów. 

Drugim, wziętym z Azylu psem, była suczka Saba. Szybko przekonaliśmy się, że jest to pies z przykrą przeszłością: lękliwa, nieufna i wycofana. Staraliśmy się ją łagodnie wyprowadzać ze złych wspomnień i odruchowych panicznych reakcji na pozorne zagrożenia. Saba lubiła swobodnie penetrować okolice naszej trasy spacerowej, kiedy zobaczyła większego psa, chowała ogon pod siebie i przybiegała do mnie. Tak postępują istoty, które doświadczyły krzywdy – szukające bezpieczeństwa przy swoim opiekunie. Zatem czują lęk myślą, jak się ratować. W takich sytuacjach, zakładałem Sabie smycz i demonstracyjnie spacerowałem w pobliżu tego większego psa. Zwykle samce ze swoimi opiekunami przyjaźnie zbliżały się do Saby i wymachując ogonami, obwąchiwały suczkę. Zewu natury trzeba uszanować. Saba na smyczy czuła się bezpieczna i zaczęła odwzajemniać zainteresowanie nią obcego psa. Z biegiem lat miała już sporo znajomych kawalerów. Poznaliśmy również przyczynę jej ataków lęku: kiedy odwiedził nas pewien znajomy, Saba witając się z nim – poczuła zapach alkoholu i zaczęła na niego gwałtownie szczekać, chowając się za mną…

Pewnego dnia dzieci z okolicy przyniosły nam jamnikowatą kilku tygodniową suczkę, z natarczywą prośbą, abyśmy ją przygarnęli. Tina od razu zaprzyjaźniła się z Sabą i potraktowała ją jak matkę. Najchętniej leżała na plecach Saby. 

Kiedy Saba także umarła na raka, wzięliśmy – z ogłoszenia prasowego – suczkę Neskę. Studentka przyznała żonie, że już nie może z nią wytrzymać. Tina, jako udomowiona i czująca się członkiem rodziny – od razu przeniosła swoją szczenięcą sympatię na Neskę, co ją bardzo denerwowało, ale nie protestowała zbyt surowo i niezgrabnie tolerowała zaczepki i przytulanki Tiny. 

Na dowód, jak pomysłowy potrafi być pies, niech posłuży następujące zdarzenie: obecnie najstarsza Neska (wzięta w dobre ręce), w młodości obraziła się na mnie, że idąc do kiosku, nie zabrałem jej na spacer. Weszła do sypialni i przeskakując łóżko żony, nasikała na moją kołdrę. Ile w tym akcie zemsty było precyzyjnej kalkulacji, świadomego wyboru złośliwego wyczynu! Po powrocie, zareagowałem bardzo smutnym pytaniem: Coś ty zrobiła, Neska? Coś ty zrobiła? Nie dobry pies! Isobie. Przez kilka dni trwała kara ignorowania Neski. W końcu pies nie wytrzymał tego swoistego wygnania, podszedł do mnie i położył głowę na moim kolanie, patrząc mi przenikliwie w oczy. Kiedy ją pogłaskałem – od razu wskoczyła na kanapę…

Rozmawiam z psami, starając się przystosować tonację głosu do treści dobranych słów, uwzględniając możliwą adekwatność ich brzmienia do znaczeń. Odnoszę wrażenie, że psy zapamiętują ludzkie słowa, przez przekładanie ich na odpowiednie znaczące sekwencje szczekania, charczenia czy skowytu. 

Teraz mam raka płuc, złamane nogi i jestem stary, schorowany. Tylko Sabra – nasza trzecia suczka, także wzięta w dobre ręce – chodzi za mną i mnie pilnuje: kiedy pracuję przy komputerze, kładzie się tak, żeby mnie widzieć. Tylko ona patrzy mi smutno w oczy swoimi wiernymi i jakże inteligentnymi oczami, gdy leżę bez sił na tapczanie. Tylko ona tak szaleje z radości, kiedy wracam z kolejnego pobytu w szpitalu. Tę wymownie manifestowaną radość psa muszę, oczywiście, odwzajemniać. Psy nie śmieją się, ale czule się uśmiechają, machając ogonem. Staram się być otwarty na jej wymowne zachowania, aby wiedziała, że ją rozumiem…

Takie są udomowione zwierzęta. Normalny człowiek nie leżałby na grobie swojego opiekuna. Pies potrafi iść dziesiątki kilometrów, by odnaleźć swoją ludzką rodzinę. Są to wielkie uczucia i dramaty oddanych człowiekowi zwierząt, które kierując się swoją inteligencją w spełnianiu roli przyjaciela człowieka – opiekują się całą rodziną. Kiedy obejmuję żonę do tańca – warczą na mnie. Wystarczy posłuchać, jak żałośnie wyją, kiedy długo nie ma nikogo w domu.

Ich reakcje różnią się od ludzkich żałobnych obyczajów swoistą niezgodą na śmierć kochanego człowieka: leżenie na grobie jest dla psa byciem ze swoim opiekunem. W przeciwieństwie do ludzi – nie smucą się jednak, po utracie opiekuna przez innego zaprzyjaźnionego psa. 

Z zasady rezygnujemy z tresury, by zachować zwierzęcą prawdziwość – naturalność – naszych psów. W życiu domowym szybko uczą się poleceń, informacji (np. to NIE jest dla pieska) i zakazów (np. włażenia na stół (z wyjątkiem najmłodszej suczki Rity, rasy Beagel, którą kupiła nasza córka).

Rita jest naszą pierwszą i jedyną psiną, która jako szczenię z piekła rodem, sama nauczyła się otwierać drzwi od strony ogrodu i wchodzić do domu: przy drzwiach stała ławka, na którą Rita wskakiwała i łapkami naciskała na klamkę. Wyczynem tym niesamowicie nas zaskoczyła! Przecież to jest osobiście poznana obsługa technicznego urządzenia! Okazało się, że nas obserwowała i szybko zorientowała się, jak otwiera się drzwi. Żaden inny pies nie wpadł na ten pomysł. Rita z niezwykłą dokładnością spenetrowała nasz dom i przystosowała się do dawania sobie rady z nie chętnymi jej Neską i Sabrą. O pogryzionych butach i pożeraniu wszystkiego, co nieopatrznie stało na stołach, łącznie z tłuczeniem talerzy – tylko wspomnę. 

Podziwiam zwierzęta domowe – ich inteligencję (zwłaszcza kundlowatych). Kiedy Sabra chce sikać, podchodzi do mnie, trąca mnie noskiem, odwraca się, idzie ku drzwiom, odwraca głowę w moją stronę i patrząc na mnie wymownie – zdaje się mówić: no, wypuść mnie wreszcie do ogrodu. Gdy po pewnym czasie ją wołam, często ignoruje moje polecenia. Myślę, że wolny pies ma prawo decydować o sobie, więc pozostawiam jej wybór, kiedy zechce wrócić do domu. Co do psiej inteligencji, to Rita wykorzystuje ją jakby przeciwko nam i naszym suczkom, by żyć po swojemu, co jest kłopotliwe, ale także często zabawne.

Każdy wrażliwy posiadacz psa czy kota może godzinami opowiadać o jego sprycie, mądrości i okazywanych uczuciach. Niestety, nie każdej psince udaje się trafić w dobre ręce. 

Bardzo nie lubię bezmyślnego uczłowieczania psów przez przypisywanie im ludzkiej mowy w bajkach czy filmach animowanych. To tak, jakby ktoś kazał człowiekowi szczekać, albo wyć jak jeleń na leśnym rykowisku…

Myślę, że ci, którzy nie lubią psów i kotów – nie wiedzą, co tracą – jak bardzo zubożają swoje życie. Także ci, którzy traktują swoje zwierzęta jako zastępujących dzieci, męża czy żony, zadają gwałt naturze: pozbawiając zwierzęta domowe ich osobniczej autentyczności, czynią z nich swoiste atrapy do towarzystwa – niemiłosiernie rozpieszczane. Pies nie powinien spać z człowiekiem ani siedzieć przy stole  człowiek nie jada z miski na podłodze. 

Partnerskie współżycie

Współżycie ludzi i zwierząt na Planecie Ziemia nie jest kwestią dobrej woli czy ideowego wyboru sposobu bycia człowiekiem, ale naturalnym prawem i porządkiem Wszechbytu oraz nakazem moralnym ludzkości.

 Człowieczeństwo zobowiązuje! Skoro te dwa gatunki razem istnieją – to muszą siebie nawzajem tolerować, ponieważ są równoprawnymi mieszkańcami Planety. Religie, które wyróżniają człowieka i pozbawiają praw zwierzęta, są wytworem barbarzyńskim: ludzie nadużywają swoją kreatywność, poznawczość, fizyczne i techniczne sprawności – przeciwko zwierzętom i przyrodzie w ogóle. To wypaczenie mentalne najdobitniej potwierdza nieustające wzajemne mordowanie się pozbawionych szacunku dla fenomenu życia, bezdusznych Bożych Baranków czy motywowanych obietnicami szczęśliwego życia w raju terrorystów. 

Nie wiadomo, jakie doświadczenia ze zwierzyną udomowioną mogą się w przyszłości przydać w relacjach człowieka ze zwierzętami leśnymi, trawożernymi i drapieżnymi. Spotkania z nimi zdarzają się głównie na ich terytorium. Na pewno jedną z form zbliżenia może być karmienie. Ale także jakaś forma nowego typu zabawy, np. przy pomocy uciekających abstrakcyjnych obiektów-zabawek. Jeżeli zwierzęta mają przestać być żywymi kotletami – nauka powinna zbadać problem zbliżenia ludzi i zwierząt, i znaleźć skuteczne rozwiązania, które umożliwią bezpieczne dla ludzi i zwierząt współżycie na Ziemi. Rozwiązanie powinno obejmować powstanie ogrodzonych stref dostępu do lasów dla ludzi, informację dźwiękową o obecności człowieka w lesie oraz opracowany rytuał poznawczego, przyjaznego spotkania człowieka z leśną fauną. Trzeba przy tym pamiętać, że ogrodzenie powinno być pokojowe, ponieważ ma służyć bezpiecznemu zbliżaniu ludzi do zwierząt, a nie ich oddzielaniu od siebie. Nie ulega wątpliwości, że zlikwidowane zostanie tradycyjne atawistyczne myślistwo: polowanie i strzelanie do zwierząt powinno być surowo zakazane – jako pospolity mord i haniebna obraza godności człowieczeństwa (z wyjątkiem koniecznych przypadków, np. wścieklizna czy inne wirusowe nieuleczalne choroby). 

*

Nasuwa się pytanie, co stanie się ze zwierzętami, które istnieją tylko dzięki hodowlom – np. ze świniami? Czy uda się zmienić im środowisko życia z chlewu na las? Można mieć nadzieję, że ludzkość w końcu zmądrzeje i znajdzie dobre – logiczne i humanitarne – rozwiązania dla nowego, uczciwego porządku rozwoju życia na Ziemi. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach zasadniczych przeobrażeń cywilizacyjnych: tylko postęp może wymusić nieuchronne zmiany świadomościowe. I wymusi – jak wymusił przechodzenie na zebrach przez ulice czy płacenie za zakupy kartą…

To jest już tylko kwestia czasu, kiedy naukowcy opracują technikę objaśniania odgłosów zwierząt słowami i tłumaczenia ludzkiego języka na zwierzęce odgłosy. Aplikację tego nowego typu leksykonu każdy będzie mógł sobie pobrać z Internetu na komórkę i nawiązać dialog z przyrodniczymi współlokatorami Ziemi. Zwierzęta są ciekawe ludzi, ale boją się ich. Takie przyjazne spotkania z dzikimi zwierzętami będą z czasem zbliżać pierwotnych śmiertelnych wrogów

pastedGraphic_4.png

Rita i Emilka – wnuczka dziadka Stefana, 2019